Powered By Blogger

wtorek, 8 października 2013

Rozdział 3

                               Bo kiedy nie ma miłości, co dalej?

Magda
Podjechałam pod mieszkanie Leny. Jeżeli ten dupek znowu jej coś zrobił, tym razem mu nie daruje, nawet prośby przyjaciółki nie pomogą. Jest od niego bardzo uzależniona, przejmuje się nim, dba o niego, stara się jak tylko może, a on potrafi za to jej podziękować wiązanką niezbyt miłych słów. Lena tkwi w toksycznym związku, związku w który tylko ona się angażuje. Moim zdaniem nie jest to jej potrzebne.Szczerze? nie mam pojęcia co ona w nim widzi. 34 letni alkoholik, bez stałej pracy i wykształcenia.Lena jest naprawdę bardzo piękną kobietą, gdyby chciała mogła by mieć każdego. Tylko co zrobić, jeżeli ona darzy uczuciem tego nieudacznika?
Wbiegłam szybko na czwarte piętro, drzwi od mieszkania były lekko uchylone.
Nie wiedziałam czy zapukać. Tę myśl wybił mi z głowy krzyk mojej przyjaciółki...

Lena
Kończyłam pisać mój list,gdy nagle ktoś szarpnął mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam poobijaną twarz Szczepana.Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Bałam się.
-Już wróciłaś z randki mała dziwko? -Zapytał chrypliwym głosem. Chciałam go uderzyć, ale za bardzo się bałam. Wiedziałam, że jeśli to zrobię dostane to samo z podwojona silą.
-O czym ty mówisz? Byłam u Magdy, dostałam od Ciebie sms i przyszłam prosto do domu.
-Nie kłam! Z kim się puszczasz?-Widziałam tylko unoszącą się rękę mężczyzny,a zaraz poczułam przeszywający ból na prawym policzku.Upadlam na ziemie i zaczęłam krzyczeć.Wtedy myślałam tylko o tym, żeby ktoś mnie usłyszał.
-No to teraz się zabawimy -Powiedział kpiącym tonem Szczepan. Był już dwa kroki ode mnie gdy nagle upadł bezwładnie pod moje nogi. Zobaczyłam z tylu Magdę stojącą z metalową rurką w rekach.Szybko rzuciła ją na podłogę i do mnie podbiegła.
-Jezu, Lena wszystko w porządku? Bardzo Cie boli? Jedziemy na pogotowie.-Mówiła z prędkością światła.
-Nie, proszę. Zabierz mnie do siebie.Nic mi nie będzie.
-Dobrze, wezmę kilka Twoich rzeczy i pojedziemy do mnie.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Obmyłam tylko jeszcze szybko rozcięty policzek wodą, zabrałyśmy torbę z moimi rzeczami i pojechałyśmy do domu Magdy.
Po drodze zatrzymałyśmy się przy aptece. Mała kupiła kilka potrzebnych rzeczy: opatrunek,plastry itp.

Michał 
Impreza trwała w najlepsze.Multum puszek po piwie leżało opróżnionych w kącie.
Zbyszek leżał na kanapie nie kontaktując ze światem. Reszta towarzystwa,tez nie była w najlepszym stanie. Igła gdzieś tam śpiewał swoje hity,Lotman próbował poderwać plakat Beyonce, który wisiał w pokoju Magdy a Piter razem z Grześkiem zawzięcie dyskutowali o problemie zagrożonego gatunku wielorybów. Siedziałem przy stole i piłem kolejne piwo, zastanawiając się czy tez jestem tak pijany jak reszta.Jednak gdybym był pijany,nie myślałbym o tym ze jestem pijany,bo nie wiedział bym ze jestem pijany i nie zwracał na to uwagi.Ale mi się to pięknie ułożyło, może powinienem jakieś wiersze pisać czy coś. Nagle coś 
spadło. Zerwałem się na równe nogi i zdałem sobie sprawę, że nie coś, tylko ktoś i był to tylko nawalony Bartman.
Korzystając z okazji, stwierdziłem że ponabijam się z mojego kochanego szwagra. Podszedłem do niego i najładniejszym głosem jakim mogłem powiedziałem mu do ucha:
-Kochanie,Zbyszeeek,Zbyniuniu czekam na Ciebie.-ledwo powstrzymywałem śmiech. Zauważyłem, że Piter przerwał swoją interesującą rozmowę i zaczął to nagrywać.
Mówiłem dalej:
-No chodź do mnie misiaczku.-Bartman wydął usta w dzióbek i zaczął machać rękoma  szukając mnie (w sumie to Magdy, ale niech będzie,ze mnie.) 
-Nie zostawiaj mnie tu, niee Madziu zostań ze mną. -Zaczął mamrotać rozpaczliwe Bartman.
Postanowiliśmy już zostawić biedaka w spokoju.
Nagle ktoś zaczął dobijać się do drzwi.

Magda
No świetnie  Z tego wszystkiego jak wybiegłam z mieszkania, nie wzięłam torebki,a co ze sobą idzie kluczy tez.Misiek pewnie już śpi bo nie odbiera telefonu,Zbyszek tak samo.
No trudno,muszę obudzić braciszka. Zaczęłam walić do drzwi.Lena uspokoiła mnie, mówiąc ze jest już późno i zaraz sąsiedzi zaczną się wykrzywiać, ze robię hałas. Znowu zapukałam, ale trochę ciszej. Otworzył mi wcięty Lotman, który bełkotał pod nosem, ze nikt go nie kocha.
-Czy ich do końca pojeb*
ło? -mruknęłam pod nosem.
W mieszkaniu leciała głośno muzyka. Weszłyśmy do salonu,a tam siatkarze bawili się w najlepsze. Zła zarówno na Michała, jak i na Zbyszka zaczęłam krzyczeć żeby się wynosili z mojego mieszkania.Lena nie czuła się dobrze i myślę ze nie czuła się tez komfortowo z posiniaczoną twarzą wśród tylu mężczyzn. Michał tylko stal i się patrzył, nie wiedząc o co chodzi. Gdy wszyscy goście,  oprócz nieprzytomnego Zbyszka  opuścili mieszkanie, założyłam Lenie opatrunek i wysłałam ją do łóżka.
Sama miałam zamiar wziąć kąpiel i iść spać, ale postanowiłam porozmawiać z Michałem.
Weszłam do kuchni, którą Misiek sprzątał. Opowiedziałam mu wszystko. Był na tyle trzeźwy ze na pewno zapamięta. Poinformowałam go, że Lena przez jakiś czas z nami zamiesza i żeby nie był za bardzo nachalny w stosunku do niej.
-Jeżeli będzie chciała,to sama Ci o wszystkim powie.Teraz musimy się nią zaopiekować i pomóc jej oderwać się od tego dupka.
-Jasne, nie ma problemu. idź spać Mała, jeszcze trochę ogarnę i tez będę szedł. Dobranoc. A i jeszcze przepraszam za ta imprezę.

-Dobranoc.-Odpowiedziałam. Pocałowałam jeszcze brata w policzek i poszłam do swojego pokoju. Chwile jeszcze myślałam nad dzisiejszym dniem, a później usnęłam. 

-----------------------------------------------------------------
Taaaadaaaaam. Po kilku miesiącach, w końcu jest. Sama nie wiem dlaczego przestałam pisać. Jakoś straciłam wszystkie pomysły. Ale napisałam i mam zamiar pisać dalej, także zostańcie ze mną i wspierajcie mnie. : )

2 komentarze: